Powiedz o nas znajomymShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedIn

Sklep Filatelistyczny Warszawa. Marek Czelej Polska The TimesPolskaTimes również interesuje się znaczkami. Polecam artykuł do którego wniosłem wkład.

Marek Czelej

Filateliści. W dobie esemesów, komputerów i mejli oni zbierają znaczki.
Data dodania: 2014-05-07 10:02:15 Ostatnia aktualizacja: 2014-08-06  Dorota Kowalska
http://www.polskatimes.pl/artykul/3426877,filatelisci-w-dobie-esemesow-komputerow-i-mejli-oni-zbieraja-znaczki,id,t.html

Pasjonaci zakręceni na punkcie znaczków pocztowych i samej poczty. Trochę dziwacy. Chociaż oni sami, czyli filateliści XXI w., tak o sobie nigdy nie powiedzą.

Marek Czelej znaczkami pocztowymi zajmuje się od ponad 50 lat, z czego 30 profesjonalnie. „Moja firma jest najstarszą w branży filatelistycznej w Polsce. Założona została w 1983 r. O znaczkach pocztowych wiem wszystko. Zajmuję się międzynarodowym obrotem, doradzam w sprawach wyceny i sprzedaży zbiorów” – pisze na swojej stronie internetowej. Prowadzi sklep filatelistyczny. Sam już znaczków nie zbiera, bo jak mówi, nie mógłby wtedy prowadzić biznesu. Wszystkie zdobycze zostawiały sobie. Skąd się bierze ta miłość do znaczków? – Z pasji zbieractwa – tłumaczy. W wieku dwóch lat zbierał kolorowe szkiełka, w wieku trzech lat – guziki, w wieku lat sześciu – przerzucił się na znaczki.

Trochę śmieszna historia. Szkolna koleżanka przyniosła do szkoły całą siatkę znaczków, na przerwie rzuciła je wszystkie do góry, a oni łapali. Trafił mu się wenezuelski Bolivar w kolorze niebieskim. – Dorastałem w czasach, kiedy wszyscy chłopcy zbierali znaczki pocztowe. Swoją pasją zaraziłem ojca, który dawał mi pieniądze, więc mogłem polować na największe skarby – opowiada Marek Czelej. Miał te skarby bardzo różne, bardzo długo walczył o „odwrotkę bokserów”. O co chodzi?

Otóż znaczki zbierane są także ze względu na ich błędy i usterki powstałe w procesie produkcji. Do najczęściej występujących należą: błędy barwy, tekstu – w tym nadruk omyłkowy lub wadliwy, podwójnie wykonany, przesunięty lub odwrócony czy odwrotnie wydrukowany rysunek. Najbardziej znanym znaczkiem z tego typu błędem jest właśnie „odwrotka bokserów” – znaczek z odwróconą ilustracją przedstawiającą bokserów w emisji z 1956 r. z okazji igrzysk olimpijskich w Melbourne.

Tak na marginesie, najdroższy znaczek świata, to Three-Skilling Yellow – błąd drukarski, tym razem autorstwa szwedzkiego rządu z 1855 r. Wersja prawidłowa (w kolorze niebiesko-zielonym) również należy do rzadkości. Na świecie istnieje tylko jeden znany egzemplarz Three-Skilling Yellow. W 1984 r. David Feldman sprzedał go za 977 500 franków szwajcarskich. W 1990 r. cena znaczka sięgnęła miliona dolarów. Wreszcie w 1996 r. został sprzedany za 2,3 miliona dolarów i do dziś jest najdroższym znaczkiem pocztowym na świecie.

Zostając jeszcze przy Polsce, warto wiedzieć, że łączność pocztową na ziemiach polskich wprowadził już w 1003 r. król Bolesław Chrobry. Poczta w znaczeniu nowożytnym, będąca częścią europejskiej sieci pocztowej, powstała za czasów króla Zygmunta Augusta. Król Władysław IV Waza uczynił z poczty instytucję powszechną, dostępną dla ogółu społeczeństwa, a za czasów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego unowocześniona poczta zaczęła powszechnie stosować stemple nadawcze. Pierwszy polski znaczek pocztowy został wprowadzony w Królestwie Polskim w 1860 r. i był w obiegu do upadku powstania styczniowego.

Zdaniem Marka Czeleja zbieranie znaczków to coś więcej niż tylko wielkie polowanie na najcudowniejsze okazy. To ciągłe poszerzanie wiedzy. Każdy filatelista ma co czytać, wydano 18–tomowy katalog, każdy tom – 2 tysiące stron informacji o znaczkach.

Można w nich poczytać o prawdziwych perełkach. I tak na przykład: wydrukowany po raz pierwszy w 1867 r. U.S. Franklin Z-Grill jest najtrudniejszym do zdobycia znaczkiem Stanów Zjednoczonych. Istnieją jedynie dwa egzemplarze, o których wiadomo. W 1988 r. 1–centowy Z-Grill z 1868 r. został sprzedany za 930 tys. dol. Inverted Jenny z 1918 r. przedstawia samolot Curtiss JN-4 przypadkowo wydrukowany do góry nogami. Jest to prawdopodobnie najsłynniejszy przykład pomyłki drukarskiej amerykańskiej filatelistyki. Powstało ich jedynie 100 sztuk. W 2005 r. sprzedano na aukcji cały blok tych znaczków za 2,7 mln dol. W 2007 r. sprzedano jeden za 977 500 dol.

Z kolei British Guiana One Cent Black on Magenta to znaczek z 1856 r. wydrukowany na papierze słabej jakości z użyciem jedynie czarnego tuszu. Na świecie istnieje tylko jeden egzemplarz! W 1980 r. niejaki John Dupont zapłacił za niego na aukcji 935 tys. dol.

Ale – o czym pewnie nie wszyscy wiedzą – filatelistyka to nie tylko znaczki pocztowe. Andrzej Jarzynkowski, 67 lat, emeryt. Absolwent Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej. Skrupulatny, ułożony, dokładny. – Znaki pocztowe, to szeroki obszar zainteresowań filatelistów – zaznacza zaraz na początku. Jarzynkowski to zawodowiec, profesjonalista, filatelistyką żyje od lat. Działa w Polskim Związku Filatelistów od 1971 r. Dzisiaj filatelistyka to rodzaj sztuki połączonej ze współzawodnictwem. – Trochę się z sobą ścigamy – śmieje się.

Na znaczki pocztowe zwrócił uwagę w wieku jakiś pięciu, może sześciu lat. Podobały mu się zwłaszcza te naklejone na listy, które przychodziły z ówczesnej NRF. Kolorowe były, inne. Na początku zbierał znaczki, tak jak się to w tedy robiło. Brało się stary zapisany zeszyt, zaginało rogi kartek do środka zeszytu, a do powstałych w ten sposób trójkątnych kieszonek wkładało znaczki. Potem dopiero był pierwszy mały klaserek kupiony przez rodziców. Znaczki odklejało się z listów, potem były pierwsze zakupy, co ciekawszych i tańszych serii, wymieniało się z kolegami. W wieku trzydziestu paru lat zajął się filatelistyką na poważnie. W dobie komputerów, mejli, esemesów – znaczki?

– To coś więcej niż samo zbieranie znaczków. To sposób na życie. Aby zgłębić wiedzę o tym, co przedstawiono na znakach pocztowych, wcześniej filateliści spędzali dużo czasu w bibliotekach, dzisiaj w internecie: szukają informacji o samych znakach pocztowych i o tym, co na nich przedstawiono. Dzisiaj internet to narzędzie zakupów online, na Allegro, eBay czy Delcampe. To żmudne, czasochłonne, ale niesłychanie kształcące zajęcie – tłumaczy Andrzej Jarzynkowski.

Filateliści zbierają wszelkie znaki pocztowe. Znaki pocztowe to nie tylko znaczki i datowniki, ale koperty i kartki pocztowe z wydrukowanym znaczkiem, telegramy, projekty znaczków ich próby i wzory. Filatelistyka to całe spektrum walorów związanych z działaniem poczty i obiegiem pocztowym, jaki przechodzą każda przesyłka, każdy list, czy kartka pocztowa. Przesyłka, która obyła obieg pocztowy, nosi nazwę całości pocztowej. Na całości pocztowej, oprócz znaczka i datownika można spotkać wiele innych elementów pocztowych.

Filateliści znają się miedzy sobą, wymieniają walorami pocztowymi. Systematycznie się z sobą spotykają na zebraniach w kołach i klubach zainteresowań, na spotkaniach wymiennych, na szkoleniach na wystawach. Bo, może nie każdy to wie, ale właściwie wielu imprezom i wydarzeniom, na przykład sportowym czy rocznicowym, towarzyszą wystawy filatelistyczne. Na wystawie organizowanej z okazji letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie Jarzynowski zdobył duży pozłacany medal. Żartowano nawet, że polscy filateliści z Pekinu przewieźli więcej złota niż polscy sportowcy. Z okazji mistrzostw świata i Europy w piłce nożnej czy zawodów lekkoatletycznych poczty świata wydają wiele walorów pocztowych, a filateliści prezentują na wystawach swoje eksponaty.

– Są różne stowarzyszenia filatelistyczne na całym świecie i rzeczywiście doskonale się między sobą znamy – przytakuje Andrzej Jarzynowski. Wiedzą, co kogo interesuje, kto co zbiera – czasami coś sobie podrzucą, innym razem doradzą, gdzie szukać zdobyczy.

Startują, bo filatelistyka, jak już wcześniej zaznaczył Andrzej Jarzynowski, to swego rodzaju sport, w różnych klasach wystawowych. Podstawowe to klasa historii poczty, w której dominują całości pocztowe i klasa tradycyjna właśnie ze znaczkami. Jest też klasa całostek pocztowych, aerofilatelistyki, maksimafilii, klasa młodzieżowa i literatury. Ostatnio popularne stają się eksponaty tematyczne, prezentowane w klasie tematycznej. Andrzej ma swój eksponat poświęcony szybownictwu, swego czasu jako 16-latek latał na szybowcach.

– Eksponat złożony jest z 80 kart formatu A4, na których przedstawiany jest dany temat na podstawie opracowanego planu, w formie narracji, niczym opowiadanie – tłumaczy Jarzynowski. W eksponacie tematycznym mogą być tylko znaczki, ale wszystko, co poczty krajów świata wydały związanego z danym tematem. Nie zawsze główny temat jest ukazany na pierwszym planie znaczka czy stempla. Może to być drugi czy dalszy plan. Prezentowany temat na walorze pocztowym może być związany pośrednio z tematem czy planem.

Wielu wystawców ma kilka ulubionych tematów: ptaki, zioła, grzyby, surowce wtórne. Cały czas szukają, czytają, zbierają informacje.

– To wciąga – przyznaje.

Pewnie, że zdarzają się zabawne historie związane z jego pasją. Pamięta jak w 1960 r. Poczta Polska na 100-lecie wydania pierwszego polskiego znaczka pocztowego wydała jego okolicznościową serię, a jeden ze znaczków przedstawiał jego reprodukcję, wykonaną z oryginalnej matrycy. Wyciął go nożyczkami kosmetycznymi, postarzał rozgrzanym metalowym prętem i pokazał znajomemu filateliście. Ten aż jęknął. Myślał, oczywiście, że to bardzo poszukiwany oryginał. Zarobił za swoją robotę całe 10 zł. Spotkał znajomego następnego dnia. – Oddawaj dychę – usłyszał tylko. Wyciągnął z kieszeni banknot i oddał. Wiedział, że się długo tymi pieniędzmi nie nacieszy, ale ubaw był co niemiara.

Dzisiejsze techniki druku pozwalają na niemal idealne fałszerstwo znaków pocztowych. Dlatego filateliści mają swoich ekspertów, którzy naukowo badają i wydają atesty czy gwarancje autentyczności. Dzisiaj szanujący się filatelista nie kupi waloru bez gwarancji czy atestu. Rzadsze walory umieszczane w eksponatach wystawowych muszą mieć wspomniane gwarancje czy atest.

– W bieżącym roku odbędą się w Polsce dwie ważne wystawy: XXI Ogólnopolska Wystawa Filatelistyczna w Warszawie w październiku i w Pszczynie II Mistrzostwa Polskie w Filatelistyce Tematycznej w sierpniu. Warto zobaczyć – zachęca Jarzynowski.

Magda na wystawy się wybierze. Nie jest tak zaangażowana w filatelistykę jak Jarzynowski – nie działa w związku, nie przesiaduje godzinami w internecie. Zbiera znaczki, jak mówi, trochę z doskoku. Rodzice kupili jej klaser, kiedy chodziła do szkoły podstawowej. Koleżanki zbierały lalki albo porcelanowe słonie na szczęście, a ona zafascynowała się znaczkami. Były tak strasznie kolorowe, na przykład ta kolekcja z motylami czy ptakami, które kupiła jaj mama na 14. urodziny. Kiedy podrosła, sama zaczęła się interesować kolejnymi seriami, jakie wypuszcza Poczta Polska. Kupowała serię za serią, powoli klasery przestały się mieścić w małej komodzie pod oknem. Ale w jej klaserach były też pojedyncze cuda. Odklejała je z listów, które dostawała od cioci z Ameryki. Czasami jakieś zdobycze przynosiła z pracy mama, wszyscy w jej firmie wiedzieli, że Magda zbiera znaczki, więc jak ktoś trafił na coś ciekawego albo dostał list z Zachodu, przynosił mamie, a mama Magdzie. W znaczkowe zbieractwo zaangażowała się właściwie cała rodzina: babcie, dziadkowie, wszystkie ciocie. Wiadomo na przykład było, że na urodziny czy imieniny trzeba iść do Magdy ze znaczkami. Bo inaczej radości nie będzie żadnej.

– Czytam o znaczkach, o kolejnych seriach, szukam w internecie ciekawostek – opowiada.

Właśnie w internecie wyczytała, że pierwszy znaczek pocztowy, który zastąpił dawne opłaty listowe, pojawił się w Wielkiej Brytanii w 1840 r. Wielka Brytania była wówczas najbardziej uprzemysłowionym krajem świata. Pomysł z opłacaniem przesyłek pocztowych za pomocą drukowanych obrazków o różnej wartości chwycił i zaczął być stosowany także przez poczty innych krajów. Wkrótce używanie znaczków pocztowych do opłat za przesyłki pocztowe stało się powszechne – przyjęte na wszystkich kontynentach w całym ówczesnym świecie.

Dzisiaj pomysłów na znaczki jest mnóstwo. Nie dalej, jak w zeszłym roku wyczytała, że teraz będzie można zasmakować wyśmienitej belgijskiej czekolady, dostając list z Belgii ze specjalnym znaczkiem. Ponoć przód znaczkach pachnie czekoladą, a zlizując klej z tyłu możemy poczuć jej smak. W sprzedaży jest pół miliona takich czekoladowych znaczków. Seria pięciu o różnych wzorach kosztuje ponad 6 euro. Takie rzeczy robi się na świecie!

Magda stare klasery ze znaczkami trzyma też trochę z sentymentu. Przypominają jej dzieciństwo.

Koniec artykułu.